Nie dla jedzenia poza domem?
Ponad połowa z mieszkańców półkuli zachodniej twierdzi, że w zeszłym roku nie jedli poza domem.
To może być jedno z najlepszych obrazów tego, w jaki sposób słaba ekonomia wpływa na wybory konsumenta. Tylko 49,3% twierdzi, że w okresie od jesieni 2009 do jesieni 2010 „stołowało się na mieście”. To najniższy wynik od 2007 roku. Wtedy do podjadania na mieście przyznało się 48,7%. Jest jednak małe „ALE”. Według amerykańskiej prasy określenie „posiłek poza domem” to bardzo szerokie pojęcie i w żaden sposób nie zostało doprecyzowane. Na przykład „jedzenie poza domem” dla jednego oznacza tylko jedzenie w restauracjach. A gdzie szybki kebab z kumplami lub przekąska na delegacji? Nie każdy o tym pamięta. Natomiast amerykańska National Restaurant Association traktuje właśnie fast-foody i budki z hot-dogami tak samo jak restauracje z kartą win. Czyli wszystko co jemy poza domem zalicza się do “posiłku poza domem”.
Niestety kryzys finansowy i wciąż powiększająca się przepaść między bogatymi a biednymi nie poprawiają statystyk. Dla wielu ludzi luksus w postaci posiłku w restauracji lub wizyty w kinie po prostu nie istnieje. Trzeba zacisnąć pasa i zastanowić się nad wydaniem każdego nadprogramowego dolara. Z jednej z ankiet wynika, że w zeszłym roku 1 na 5 amerykanów miał problem z postawieniem czegokolwiek na stole. Szacuje się, że w 2010 prawie 49 milionów amerykanów głodowało w różnym stopniu z powodów finansowych. To wzrost o 12 milionów w stosunku do roku 2007.















